Płócienny tarp

W Starym Wspaniałym Świecie interesuje nas wiedza dawnych pokoleń na temat obozowania. Skupiamy się na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku, studiując, tłumacząc i publikując polskie wydania dawnej literatury obozowej. Książki to jednak jedno, zdecydowanie nie wszystko. Prawdziwa mądrość płynie z doświadczenia, z poznania na własnej skórze diabła tkwiącego w najróżniejszych szczegółach. Dlatego ruszamy czasem w odległe krainy próbując podróżować, obozować, polować, łowić ryby – wszystko ze sprzętem wykonanym z tradycyjnych materiałów.

***

Dziś o brezencie, plandece albo z angielskiego – tzw. tarpie. Od zarania dziejów ludzie obozują pod zadaszeniem z prostokątnego kawałka materiału chroniącego przed deszczem. Dziś jest to sposób popularny wśród użytkowników hamaków, a także minimalistów gotowych zrezygnować z namiotu na rzecz lżejszego i mniej zajmującego w plecaku miejsca tarpa. Współczesne plandeki produkowane są zazwyczaj z powlekanego silikonem nylonu, są cienkie, lekkie, wodoszczelne i nie namakają. Gramatury są bardzo niskie (50 g/m2), plandeka o bardzo wygodnym i popularnym rozmiarze trzy na trzy metry waży niecałe pół kilograma. Droższy cuben pozwala zredukować tę wagę nawet jeszcze o połowę.

Schronienie ze współczesnego, lekkiego brezentu. Tutaj – dodatkowo zabezpieczone przed porywistym wiatrem ciężkimi kamieniami. Subarktyczna lasotundra, Laponia 2016.

Jak w tym świetle wyglądają dawne materiały? Czy płócienny – bawełniany, lniany – tarp musiał ważyć kilka kilogramów? Czy był równie wodoodporny? Jak to wygląda w praktyce?

Temat jest bardzo obszerny, teorię potraktujemy więc tutaj pobieżnie, przechodząc do opisu próby eksperymentalnej z jednym z rodzajów dawnych płócien. Próby o tyle ciekawej, że przeprowadzonej przez miesiąc nieustannego obozowania, w tym przez dwa tygodnie nieustannego deszczu. Nie jest to więc weekendowy „test”, ale długotrwały eksperyment który pozwala dobrze poznać jedno z możliwych dawnych rozwiązań.

Odrobinę książkowych informacji można wyszukać w Woodcrafcie Nessmuka, o wiele więcej we właśnie opracowywanej Księdze tradycyjnego obozowania Horacego Kepharta, której premierę zaplanowaliśmy na koniec marca 2019. W wielkim skrócie ówcześnie tarp szyto z bawełnianego płótna, które mogło albo być w wersji lekkiej, albo „pancernej”. Wersją lekką byłaby bawełna egipska, w skrajnym przypadku nieimpregnowana. Takie płótno mogło mieć gramaturę na poziomie stu kilkudziesięciu gramów na metr kwadratowy. Tarp o wymiarach trzy na trzy metry ważyłby więc około półtora kilograma. Mniejszy, ale wciąż praktyczny, np. dwa na dwa i pół metra ważyłby trzy czwarte kilograma. Jak najbardziej znośnie! Haczyk? Haczyk jest taki, że nieimpregnowana bawełna namaka i cieknie. Kephart twierdzi, że rozwieszona pod bardzo stromym kątem będzie chronić przed deszczem w taki sposób, że woda po prostu będzie nią ściekać w dół, zamiast kapać na nos obozowicza.

Jednospadowe zadaszenie z płótna, rozwieszone stromo, z bocznymi ściankami. Horace Kephart, Księga tradycyjnego obozowania, Warszawa 2019 (w przygotowaniu).

Płótno można zaimpregnować, czyli nasycić włókna albo woskiem, albo parafiną, albo na przykład ałunem, co spowoduje że będą hydrofobowe (woda będzie raczej ściekać niż namaczać). Zwiększy to gramaturę o mniej więcej 100 g/m2.

Co z płótnem „pancernym”? Będzie to płótno na tyle grube i jednocześnie ciasno tkane, że gdy zawilgotnieje pod wpływem deszczu jego włókna napuchną i wypełnią puste przestrzenie na tyle, by krople wody przez nie nie przeciekały. Może być impregnowane: wtedy mimo, że pozostały w płótnie małe „dziurki” w splocie, woda nie będzie przez nie z łatwością przenikać. Może też być bardzo, bardzo gęsto tkane, tak by nie potrzebna była nawet dodatkowa impregnacja, jak jest w przypadku brytyjskiego Ventile (jest to materiał stosunkowo współczesny, opracowany w czasie II wojny światowej, składa się jednak ze 100% bawełny). Takie płótno można rozwieszać o wiele bardziej płasko.

Grube impregnowane płótno ma gramaturę ponad 500 g/m2 czyli dziesięciokrotnie wyższą od współczesnego silnylonu. Sprawdzi się na łodzi, na saniach albo na zwierzęciu jucznym. Przy pieszej wędrówce będzie zwykle zbyt ciężkie. Ventile w zależności od modelu, może mieć gramaturę od 170 do 300 g/m2.

No dobrze, powiecie. To tylko cyferki, katalogi, książki, plotki, wyobrażenia. Obiecaliście eksperymenty! Nas też to ciekawiło, dlatego postanowiliśmy odpowiedzieć sobie na takie pytanie:

Jak to jest spać całymi tygodniami pod tarpem z naturalnego płótna?

Na wyprawie z Szymonem Szarym obozowaliśmy przez miesiąc w Górach Skalistych. Gdy moja nieimpregowana pałatka zaczęła namakać zbudowałem sobie szałas z kory (o mojej chatce możecie przeczytać tutaj). Natomiast Szymon biwakował pod tarpem z grubego impregnowanego płótna. Czy namakało? Czy przeciekało? Czy strach było go dotknąć, by nie zaczęło cieknąć w tym miejscu?

Relacja Szymona:

Materiał: CANVAK PyroSnuff Fire Retardant Cotton Canvas Olive Drab 10oz/72″
Wymiary: 2,8 m na 1,8 m.
Waga: 2,8 kg

Jak się zachowuje gdy namoknie?
Jest sztywny w niskich temperaturach i na mokro. W temperaturze pokojowej robi się miękki. Ale tak czy tak, daje się zrolować. Jedyna różnica, to wrażenie, które sugeruje wręcz, że ma się do czynienia z dwoma różnymi materiałami. Z tego co pamiętam, nie pakowałem go na mokro. Rolowałem na wilgotno ponczo, które jest z tego samego materiału. Zrobiło się sztywne, ale nie przemokło i wyschło szybko po rozłożeniu.

Jeden z pierwszych, przenośnych obozów.

Czy przemaka?
Generalnie, materiał nie przemókł w tych warunkach, których doświadczyliśmy. Nawet kiedy się go dotykało od wewnątrz czy od zewnątrz. Niemniej jednak, duże, ciężkie krople spadające z drzew zdają się zostawiać mikro kropelki po wewnętrznej stronie jeśli nie pali się w pobliżu ognia. Ogień podsusza tarpa na bieżąco. W sumie, to spodziewałem się, że całe to płótno będzie po prostu cieknąć po kilku godzinach. Zwłaszcza, że pod światło widać przerwy między splotami.

Pierwszy obóz stacjonarny – siedem dni bez deszczu.

Czy iskry wypalają w nim dziury?
Jeśli chodzi o iskry, czy wręcz bomby z ogniska, to miałem nadzieję, że jako materiał ognioodporny będzie niewzruszony. Nadzieję miałem ale i tak się obawiałem, że ta cała ognioodporność, to bardziej marketing niż rzeczywistość. Okazuje się, że tego tarpa nie rusza nawet dwa tygodnie prawie nieustannego bombardowania. Ani jednej dziurki czy śladu nadpalenia.

Drugi obóz stacjonarny. Dwa tygodnie nieustannego deszczu. Chwile słońca też się jednak zdarzały – wtedy suszyliśmy co się dało, także płótno.

Ogólne wrażenia.
Ja jestem generalnie sceptyczny i pesymistyczny jeśli chodzi o oczekiwania wobec sprzętu. Wolę być mile zaskoczony niż się rozczarować. W tym wypadku, sprawdziło się wszystko o czym zapewniał producent. Materiał się nie pali, nie przemaka nawet jeśli się go dotyka, dociska i przygniata, no i nie gnije (przynajmniej na takiej pogodzie jaką mieliśmy i w takim okresie czasu, w jakim go testowałem). Więc generalnie jestem z niego bardzo zadowolony. Chociaż gdybym miał go używać dłużej, to musiałbym wziąć pod uwagę to, że się wyciąga i zniekształca z czasem na deszczu a podciąganie i napinanie go może zaszkodzić źle wszytym oczkom/przelotkom.

Obóz widziany z zewnątrz. W tle rozpięte płótno Szymona.

Jak wypada porównanie ze współczesnymi materiałami?
Najpoważniejsza zaleta w porównaniu ze współczesnymi tarpami, to praktycznie kompletna odporność na używanie w pobliżu ogniska. Nawet jeśli palimy wyjątkowo paskudnymi, i strzelającymi jak karabin maszynowy, iglakami. Najpoważniejsza wada, to waga, która taki tarp prawie dyskwalifikuje, jeśli chodzi o lekkie pakowanie. Rozmiar, którego używałem uważam za absolutne minimum, a waga (prawie 3 kg!) i tak powala.

Plecak Szymona ze zrolowanym na górze tarpem.

Wnioski
Schronienie z tego materiału najlepiej nadaje się do podróży w większej grupie, gdzie ciężar ekwipunku można rozłożyć na kilka osób. Ewentualnie do łodzi/kajaku, na sanie lub na wyprawy, na których sprzęt dźwigają juczne zwierzęta. Mimo wszystko, myślę, że gdybym się ponownie pakował na stricte bushcraftową wyprawę, w starym stylu, to i tak zabrałbym coś z tego materiału, głównie ze względu na jego niezniszczalność i stopień ochrony przed deszczem. Oszczędności na wadzę szukałbym gdzie indziej. Zająłbym się również usprawnieniem systemu nośnego w plecaku. Może lepszym rozwiązaniem byłby też jeden większy tarp lub nawet namiot dla dwóch, trzech osób? Może uszyłbym coś w rodzaju Lavvu, który zdecydowanie lepiej chroni przed wiatrem i łatwiej się w takim schronieniu ogrzać a nawet poruszać. Bo szczerze mówiąc, to jeśli chodzi o wiatr, to nieźle nam się upiekło. Gdyby nam przyszło spać w takich temperaturach na silnym wietrze, to chyba bym się musiał pałatką przykrywać, żeby nie zamarznąć.

Szymon w obozie, płócienny tarp po prawej. Jak widać, zapewniał minimalną przestrzeń do spania i siadania przy ognisku. Po przeciwnej stronie prowizoryczne zadaszenie umożliwiające mi siadanie po przeciwnej stronie ogniska. Tam też było podwieszone płótno – poncho Szymona wykonane z tego samego materiału.

PS. O ile zapewnienia producenta dotyczące wodoodporności i ogniotrwałości były prawdziwe, to podawana gramatura jest myląca i wymaga samodzielnego zważenia. Producent wysyła na szczęście próbki. Jest to ważne przy planowaniu własnoręcznie wykonywanego sprzętu. Nie wierzcie gramaturom! 😉

Druga uwaga: przy wszywaniu metalowych oczek należy zadbać o właściwe wzmocnienie materiału. Z doświadczeń Szymona wynika, że tylko podszycie drugiej warstwy gwarantowało, że oczka się nie wyprują.

Jedna uwaga do wpisu “Płócienny tarp

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s